Rano w wiosce dla mediów w Guangneung wita nas codziennie wiosenna pogoda. Śniegu jak na lekarstwo, ziemia jest wysuszona, zza szyby wygląda jak wypalona silnymi promieniami słońca. Idziemy na śniadanie, by zająć miejsce w monstrualnych kolejkach do dań, których nazw nigdy nie poznamy. Z zewnątrz ten wielokulturowy tłum dziennikarzy przypomina międzynarodową kolonię lub obóz sportowy dla dorosłych dzieci.

Pjongczang 2018. Jak jest zima, to musi być zimno. Ale aż tak?

Ale nikt z nas nie da się już zwieść pozorom. Wkładamy na siebie po kilka warstw ciuchów, skarpet, kurtek i czapek. Temperatura nie robi tu na nikim wrażenia. W Guangneung jest nawet powyżej zera. Wieczorem, jeśli spadnie do minus 15, to jeszcze nie jest lodowe piekło. A jednak. Gdy zawieje wiatr, wszystko się zmienia.

Przegrzewani w autobusach i biurach prasowych poczujemy zimno do szpiku kości. Przeszywa, obezwładnia, wypruwa z sił. To jest nasze K2.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej