Dariusz Wołowski: Co pan czuje po takim konkursie?

Polacy bez medalu na skoczni normalnej

Kamil Stoch: Że przepadła szansa na sukces. Może popełniliśmy jakieś błędy, może nie można było lepiej skoczyć. Jestem bardzo rozczarowany, ale świat się dziś nie zawalił, życie się nie kończy, tylko toczy się dalej. Igrzyska się zaczęły. Będziemy walczyć.

Konkurs nie powinien być przerwany?

– To nie jest pytanie do mnie, ale do sędziów. Szkoda tego, co się stało, ale ja nie chcę się frustrować. Nie będę się przecież kłócił. To, co się stało, to się stało, już tego nie zmienię. A patrząc w przyszłość, jeszcze wiele można tu zdziałać.

Kiedy Stefan Hula wylądował w drugiej serii, wyglądało, jakbyście podbiegli z gratulacjami.

– Ja myślałem, że ma srebro. Stefana żal mi bardzo. Nie wiem, jak to się stało...

Pamięta pan taki wariacki konkurs?

– W tym sezonie takiego nie było. Ale pewnie gdybym poszukał w pamięci, tobym taki znalazł. I pewnie wiele takich jeszcze przed nami. Trudno. Chcę patrzeć do przodu, my wciąż walczymy. Nic się jeszcze nie skończyło. Czasem takie rzeczy się zdarzają na skoczni. Mówiłem wiele razy, że skoki są nieprzewidywalne. Ja uważam, że dobrze wykonaliśmy dziś swoją pracę, że nasze skoki były dobre. No, ale cóż, do podium nie starczyło. Następnym razem trzeba skakać lepiej. I tyle. Powtórzę: rozpamiętywanie tego, co się stało, myślenie „co by było gdyby” nic nam już nie da.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej