Dariusz Wołowski: Spełnił się dziś najgorszy ze scenariuszy. Dwaj Polacy liderami po pierwszej serii, a potem spadek poza podium. W konkursie tak loteryjnym przez wiatr, że może trzeba było go przerwać.

Pjongczang 2018. Polacy bez medalu na skoczni normalnej

Adam Małysz: Trzeba było. Do pierwszych treningów na dużej skoczni zostawały trzy dni. Był czas, by ten konkurs rozegrać innego dnia. Nie rozumiem, dlaczego ciągnięto te zawody na siłę. Bo to konkurs olimpijski? Właśnie dlatego należało go przerwać. To nie był sport, to była loteria. Dziś sport przegrał.

Wściekłość czy frustracja – co w panu dominuje?

– Wściekłość. I żal naszych chłopaków. Po to się trenuje cztery lata i czeka na igrzyska, żeby wystartować w normalnych zawodach, a nie takiej farsie. Żal Stefan i Kamila. Byli liderami po pierwszej serii. W drugiej puszczono ich w złych warunkach, ten ich wiatr pod narty był jakoś dziwnie zmierzony. Kiedy Stefan wylądował, myślałem, że ma srebro. Brąz przynajmniej. A tu się okazało, że odjęto mu za wiatr aż 15 pkt. Nie wiem, jak to się mogło stać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej