Czy ktoś tak doświadczony i utytułowany może mieć tremę przed startem w swoich czwartych igrzyskach? - Oczywiście. Cztery lata na to pracowałam, pracował trener, mój sztab i tu, w Pjongczangu, chcemy pokazać kibicom i sobie, co z tego wyszło - mówiła Justyna. Tak naprawdę interesuje ją tylko trasa, pogoda i forma, wszystkie inne rzeczy można uznać za drugoplanowe. - Ale też w Pjongczangu na nic uskarżać się nie można - dodała.

Trasa jest trudna. Trudno trafić ze smarowaniem nart, bo ocienione odcinki są zmrożone mocnej, a w nasłonecznionych śnieg bywa grząski. Wiatr sprawia, że marznie się szybciej, Kowalczyk długo po biegu siedziała w szatni, bo palce jej były sine i bała się, że następnego dnia na skórze pojawią się bąble.

Ale to dotyczy wszystkich zawodniczek, to nie jest żadna niezwykła rzecz, nic, co Polce wyjątkowo utrudniałoby zadanie. Po prostu bieg łączony to nie jest ten wyścig, na którym czuje się mocna. Miała wygrać Charlotte Kalla i wygrała zdecydowanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej