Justyna już za chwilę zacznie sówj pierwszy olimpijski start w Pjongczangu, choć wcale nie najważniejszym. O godz. 8.15 bieg łączony -  najpierw 7,5 km techniką klasyczną, a potem druga połowa stylem dowolnym.

Justyna Kowalczyk już tu wygrała

Właśnie w skiatlonie, w dodatku tu, w Pjongczangu, Kowalczyk wygrała zawody Pucharu Świata jeden jedyny raz w ciągu ostatnich czterech lat. Ale to tylko pozór, iluzja, bo wtedy do Korei nie zechciały przyjechać najlepsze dziewczyny, Justyna zaś postanowiła sprawdzić, jak wyglądają olimpijskie trasy.

Pjongczang jest zmierzchem jej kariery, ostatnimi igrzyskami. I są to zupełnie inne igrzyska niż trzy poprzednie – w Turynie w 2006 r., Vancouver w 2010 r. i w Soczi 2014 r. Inaczej wyglądały przygotowania do nich. Inaczej podróż na nie, prosto z Kazachstanu, bez spotkań z VIP-ami, bez ślubowań w świetle kamer. Inaczej będzie na miejscu. Inne są oczekiwania, jakie ma wobec siebie i inne oczekiwania wobec niej mają kibice. A właściwie większość kibiców nie ma żadnych oczekiwań w stosunku do najbardziej utytułowanej polskiej sportsmenki po Irenie Szewińskiej – oni uważają, że Justyna zrobiła już więcej, niż się im należało w kraju, w którym nie ma porządnych tras biegowych, który oprócz zadziwiających przypadków Józefa Łuszczka, Jana Staszela i ich trenera Edwarda Budnego nigdy nie miał się czym pochwalić na tym polu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej