Kiedy wróci z Pjongczangu, pewnie znów usiądzie do szybowca. Od dwóch lat się nad nim męczy. Na szczęście szybowiec jest na ukończeniu: elektryka zrobiona, kadłub gotowy, skrzydła też. Teraz trzeba złożyć wszystko, pomalować, okleić. Drobiazgowa robota, ale dzięki niej to będzie solidny szybowiec. Rozpiętość skrzydeł: ponad trzy metry.

– Już zaczyna się denerwować, nie może się doczekać, aż w końcu zobaczy go w powietrzu. Dużo pracy w niego włożył, jak w inne modele.

Pozostało 90% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej