Obrona złota olimpijskiego to zadanie niełatwe. Co najmniej językowo. Stoch zwraca uwagę, że niczego nie broni, bo bez względu na to, co stanie się w Pjongczangu, nic nie zostanie mu odebrane. – Przynajmniej taką mam nadzieję – mówi z uśmiechem.

Stoch nie chce bujać w obłokach

Wszystko po to, by podczas koreańskich igrzysk lider Pucharu Świata miał jak najwięcej spokoju. Czystą głowę, wolną od presji.

Skoczkowie mają swoje metody. Nie chcą bujać w obłokach, mówić o wynikach, ambicjach, marzeniach, zmaganiach o medale, by utrzymać koncentrację na zadaniu. Stoch mówi o „satysfakcji ze skoku”, „dobrej pracy”, czyli sekwencji czynności, które trzeba wykonać na skoczni jak najlepiej. I dopiero potem spojrzeć z nadzieją na tablicę wyników.

Igrzyska to moment podniosły, ale przed wejściem na belkę trzeba o tym zapomnieć. Także o ambicjach własnych i milionów rodaków przez parę sekund śledzących każdy ruch skoczka. Dla tych paru sekund haruje się latami. Trafić z formą na najważniejszy moment w życiu nie jest łatwo. Stochowi już raz (w Soczi) się udało.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej