Greg i Robin Brandtowie musieli się na Hannah naczekać. 12 lat starali się o dziecko, Robin dowiedziała się, że jest w ciąży, gdy całkiem stracili już nadzieję. Właśnie kończyli starania o adopcję, czekali już tylko na przybycie z Korei Południowej – szukali tam za radą rodziny – malutkiej Marissy. Kiedy odbierali niemowlę z lotniska, Robin była w trzecim miesiącu.

Wtedy rodzicom przez myśl nie przeszło, że siostry będą kiedyś grać w hokeja. Gdy prowadzili je pierwszy raz na lodowisko – też nie. Dziewczynki trenowały łyżwiarstwo figurowe, kiedy pięcioletnia Hannah dołączyła do ćwiczących z krążkiem rówieśników, po kilkunastu minutach uciekła z płaczem do szatni.

Potem wszystko wymknęło się spod kontroli rodziców. Hannah zacisnęła zęby, została przy hokeju. Po kilku latach do siostry dołączyła zapatrzona w nią Marissa, choć mama wciąż utrzymuje, że miała większy talent do łyżwiarstwa figurowego. Wtedy drogi sióstr zaczęły się rozchodzić. Hannah była gwiazdą w szkole średniej, a potem na Uniwersytecie w Minnesocie, jeszcze jako nastolatka została seniorską wicemistrzynią świata. W 2015 r. została wybrana z drugim numerem w drafcie NWHL (żeńskim odpowiedniku NHL). Karierę Marissy przerwały kontuzje, w szkole średniej lecząc jeden ciężki uraz, doznała kolejnego, przez rok nie mogła trenować. Wówczas wydawało się, że na igrzyska dojedzie tylko Hannah.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej