Według danych serwisu Transfermarkt.de Pep Guardiola podczas swojej kariery „wydał” na piłkarzy – cudzysłów konieczny, rachunki pokrywały kluby – 1,08 mld euro. I ustanowił trenerski rekord, minimalnie wyprzedzając dotychczasowego lidera tego nieoficjalnego rankingu, José Mourinho, który podpisał swoim nazwiskiem transfery za 1,07 mld.

Wydatki najpopularniejszej i najbogatszej ligi na świecie rosną od lat, a im bardziej rosną, tym bardziej hierarchia zawodników najdroższych odkleja się od hierarchii sportowej. Inflację napędzają Anglicy i Paris Saint-Germain. Kiedy jednak ci ostatni, napędzani przez rurociąg pieniędzy katarskich właścicieli, rzucają setki milionów euro na Neymara i Kyliana Mbappé, inwestują przynajmniej w dwóch głównych kandydatów do zdetronizowania Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, którzy od dekady naprzemiennie żonglują Złotą Piłką. Wyspiarze wydają coraz więcej na kogokolwiek. A zatrudnieni trenerzy coraz rzadziej mówią publicznie o grze – skupiają się na transferowych budżetach, których zawsze im mało.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej