Hiszpanie twierdzą, że Grzegorzowi Krychowiakowi pomoże Getafe pamiętające, że ten niegdyś rewelacyjnie grał w Sevilli. Włosi plotkują o Romie, której dyrektorem jest Monchi, kilka lat temu ściągający Polaka do Andaluzji z Reims. Czasu zostało niedużo, zimowe okno transferowe zamyka się za cztery tygodnie.

We wtorek Krychowiak zagrał co prawda 90 minut dla WBA (pierwszy raz od 74 dni), ale jego przyszłości to nie zmieni. Wybiegł na boisko głównie dlatego, że poprzedni mecz jego zespół grał ledwie dwa dni wcześniej. Z West Hamem niczym się nie wyróżnił, a WBA znów przegrało (1:2). Po 22. kolejkach zajmuje przedostatnie miejsce, uzbierało tyle samo punktów, ile leżąca na dnie Swansea.

Wszystko potoczyło się zatem nie tak, jak powinno. Kiedy w sierpniu PSG wypożyczał Krychowiaka do WBA, wydawało się, że po nieudanym sezonie we Francji Polak znalazł doskonałą odskocznię. Optymistyczny scenariusz zakładał, że błyskawicznie wyrośnie na lidera zespołu, odzyska markę, zasłuży na powrót do klubu rywalizującego w decydujących fazach europejskich pucharów. Przynajmniej takiego jak Sevilla, z którą dwukrotnie wygrywał Ligę Europy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej