K2 (8611 m n.p.m.) zimą atakowano tylko trzy razy, dwukrotnie próbowali Polacy, ostatnio 15 lat temu. By w lutym 2016 r. ktoś stanął w zimie na szczycie Nanga Parbat (8125 m n.p.m.), potrzeba było przeszło 30 prób.

K2 to ostateczny cel zimowego himalaizmu, najtrudniejszy ze wszystkich nie tylko dlatego, że na górze panują bardzo trudne warunki, ale również dlatego, że samo dotarcie do bazy głównej (5150 m n.p.m.) i zaopatrzenie jej to logistyczny majstersztyk.

W piątek polscy wspinacze wylecieli do Pakistanu. Z Islamabadu dostali się do Skardu (2235 m n.p.m.), a potem dżipami po krętej drodze nad przepaściami do Askole (3045 m n.p.m.). Dalej dojechać się nie da, do oddalonej o prawie 100 km bazy trzeba iść. Letni trekking przez 62-kilometrowy Baltoro, największy lodowiec poniżej kręgów polarnych, jest uważany za jeden z najpiękniejszych na świecie, ale w zimie to męka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej