– Sytuacja nie jest prosta – mówi „Wyborczej” Małysz. – Gdyby to były zwykłe zawody Pucharu Świata, o decyzję byłoby łatwiej. Ale to jest Turniej Czterech Skoczni, cykl morderczy, wyczerpujący – wyjaśnia. W ciągu 10 dni skacze się na okrągło, z jednym dniem odpoczynku.

Widać, że jako wuj chłopca, a także dyrektor PZN Małysz nie chciałby Tomka ani skrzywdzić, wystawiając do rywalizacji ponad siły, ani hamować, zostawiając w domu. – W końcu Gregor Schlierenzauer, Thomas Morgenstern, Janne Ahonen czy Primoż Peterka wygrywali zawody PŚ jako 16-latkowie – dodaje.

17-letni Pilch jest liderem Pucharu Kontynentalnego, z czterech konkursów wygrał dwa, w dwóch był siódmy. W ten sposób powiększył liczbę skoczków, których Polska może wystawić w zawodach Pucharu Świata. Dotąd mogła sześciu, od Oberstdorfu, gdzie 30 grudnia zacznie się TCS, może siedmiu. Sześciu pewniaków Horngacher ma. Co zrobić z siódmym miejscem? Małysz mówi, że niewykluczone, iż austriacki trener z niego nie skorzysta. Bo skoczkowie kadry B spisują się w Pucharze Kontynentalnym słabo. Nawet tak utalentowany i już utytułowany Klemens Murańka. Czyli Pilch lub nikt? – Prawdopodobnie – ocenia Małysz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej