Decyzje podejmują sportowcy, ale czasem stają przed faktem dokonanym. Tak było w przypadku Wawrinki, zostawionego przez Szweda Magnusa Normana. O odejściu poinformował tenisistę w październiku. – To był szok i duże rozczarowanie. W najtrudniejszym momencie kariery chciałoby się polegać na najbliższych osobach – mówił Wawrinka, który sezon skończył w lipcu, a miesiąc później przeszedł operację kolana. – Mam dwoje małych dzieci w domu, to odpowiedni czas, by być z nimi. To jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu – tłumaczył Norman, który pracował ze Szwajcarem od kwietnia 2013 roku i poprowadził go do triumfów w Australian Open 2014, Rolandzie Garrosie 2015 i US Open 2016. Wawrinka nie spieszy się z wyborem nowego trenera, przygotowuje się do sezonu pod okiem specjalisty od przygotowania fizycznego Pierre’a Paganiniego, a w treningach na korcie pomaga mu dawny współpracownik Yannick Fattebert.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej