Polski napastnik strzelił 52. gola w kalendarzowym roku 2017 – sumując rywalizację klubów oraz reprezentacji narodowych – i w rankingu snajperów zrównał się z jej liderem Leo Messim. Oczywiście w rankingu nieoficjalnym, nagrody rozdaje się za konkretne turnieje, a nie całokształt twórczości.

Dotąd jesień w Champions League miał Lewandowski szarą, jak cały Bayern. Do wtorkowego wieczoru zdobył ledwie dwie bramki i gdyby przy nich pozostał, dla znalezienia u niego gorszego bilansu w rundzie grupowej musielibyśmy się cofnąć do sezonu 2011/12. Debiutował wtedy w najważniejszych rozgrywkach, Borussii Dortmund dał ledwie jednego gola.

A dlaczego szarą jesień przeżywał Bayern, skoro spokojnie awansował do 1/8 finału? Bo we wrześniu poniósł – z tym samym przeciwnikiem, lecz w Paryżu – swoją najwyższą w historii porażkę w fazie grupowej LM. 0:3. Co sprowokowało szefów klubu do radykalnej, nietypowej dla tamtejszej kultury korporacyjnej decyzji, by niemal nazajutrz zwolnić trenera Carlo Ancelottiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej