Trener Giampiero Ventura prosi rezerwowego Daniele De Rossiego, żeby się rozgrzewał. Defensywny pomocnik odmawia. – Po co, do cholery, mam wchodzić ja? Potrzebujemy zwycięstwa, nie remisu – mówi i wskazuje na Lorenzo Insigne, od tygodni urzekającego fantastyczną grą w Napoli.

Epizod ilustruje skalę zamętu. Buntujący się już wcześniej piłkarze nie szanują szefa, szef zachowuje się jak sabotażysta, najzdolniejszy zawodnik ofensywny nie wstaje z ławki do ostatniego gwizdka barażu o mundial ze Szwecją, której czterokrotni mistrzowie świata nie umieją wcisnąć gola przez 180 minut dwumeczu. I całą Italię ogarnia żałoba o skali u nas niewyobrażalnej, wypełniona wyłącznie monumentalnymi frazami, aż po obwieszczanie „katastrofy o biblijnych rozmiarach”. Włosi nie tyle analizują sportowe niepowodzenie, ile przeprowadzają wiwisekcję stanu państwa.

Włoskie zawodzenie

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej