Zahir Aghbar, przewodniczący afgańskiego komitetu olimpijskiego, poinformował, że jego kraj zdecydował się po raz pierwszy w historii wziąć udział w zimowych igrzyskach olimpijskich. Do startu wytypowani zostali dwaj narciarze alpejscy – Sayed Alishah Farhang i Sajjad Husain. Obaj stanowią nie tylko afgańską czołówkę narciarską, ale właściwie cały ten sport w tym ogarniętym niepokojami kraju.

Narty założyli jednak na nogi dopiero kilka lat temu. Od tamtej pory stali się miłośnikami narciarstwa, które uprawiają na stokach wielkich gór Hindukusz, w prowincji Bamyan. Znana ona była dotąd głównie z ogromnych posągów Buddy, które zburzyli w akcie barbarzyństwa talibowie, uznając je za bluźnierstwo (ich zdaniem nie należy pokazywać wizerunku Boga).

Przez góry Hindukuszu na trening

W Bamyan nie ma przygotowanych stoków i tras narciarskich, nie ma wyciągów ani schronisk. Trudno się tam w ogóle dostać. Obaj Afgańczycy mają tam surowe warunki do treningów. Żeby zjechać z gór, musieli najpierw pokonać trekkingiem kilka kilometrów górskich szlaków. Po każdym zjeździe muszą sami mozolnie wspinać się na szczyt stoku, by zjechać ponownie. Muszą też uważać na wystające kamienie, niebezpieczne fragmenty trasy. Jak mówią, swoje pierwsze narty wykonali własnoręcznie z desek. Sami też przygotowali do nich wiązania. Dopiero potem prawdziwy sprzęt narciarski dostarczyła im do Afganistanu fundacja charytatywna ze Szwajcarii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej