Dr Xue Yinxian pracowała z chińską kadrą olimpijską od lat 70. Na igrzyskach w Seulu (1988 r.) odmówiła podania dopingu gimnastyczce i zwolniono ją z reprezentacji. Przez kolejną dekadę była lekarzem sportowym w organizacjach niższego szczebla i z kadrą miała do czynienia tylko wtedy, gdy zgłaszali się do niej trenerzy. Pytali, co mają zrobić ze sportowcami, których organizmy źle reagowały na niedozwolone substancje.

– Kiedyś jeden trener przyszedł i powiedział: „Doktor Xue, chłopcom rosną piersi”. Ci chłopcy mieli 13, 14 lat – mówi dr Xue.

W 2007 r., przed igrzyskami w Pekinie, zaczęli odwiedzać ją przedstawiciele rządu, a przed domem często parkował radiowóz. – Chcieli mnie uciszyć, miałam zakaz mówienia o dopingu. Odpowiadałam, że nie mogę milczeć. Czasami dzwonili o piątej rano. Moi obaj synowie stracili pracę – mówi dr Xue.

Podczas jednej z wizyt jej mąż, dochodzący do siebie po operacji mózgu, miał zostać popchnięty. Uderzył się w głowę i zmarł trzy miesiące później. Dwa lata temu dr Xue wyjechała z synem do Niemiec, gdzie dostali azyl polityczny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej