Zanim wyznam, dlaczego nasza liga mnie porywa, wzrusza bardziej niż mały kotek wtulony w misia pandę i jeszcze skłania do refleksji nad kondycją człowieka, sypnę garścią twardych faktów. By nie zostać oskarżonym, że się zbyt łatwo rozklejam.

Fakt: kiedy piszę felieton, na szczycie tabeli podziwiamy aż trzech współliderów z identycznym dorobkiem punktowym, to obecnie jedyne takie rozgrywki w Europie, sumiennie zbadałem wszystkie. Fakt: najwyżej sklasyfikowany Lech nie wygrał nawet połowy meczów, to jedyny taki lider w Europie. Fakt: poznańscy piłkarze uciułali zaledwie 59 proc. dostępnych punktów, to najuboższy lider w Europie. Fakt: strzelają przeciętnie 1,69 gola na mecz, to jeden z najmniej skutecznych liderów w Europie, rzadziej trafiają tylko Lusitanos (Andora), Anorthosis Famagusta (Cypr), PAOK Saloniki (Grecja), FC Prishtina (Kosowo) oraz Cluj (Rumunia).

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej