Około 335-tysięczna Islandia pobiła rekord Trynidadu i Tobago, którego drużyna reprezentowała przed dekadą nację 1,3 miliona głów. I trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek w przyszłości ją przelicytował. W rankingu państw i terytoriów zależnych sklasyfikowanych według liczby ludności zajmuje 180. miejsce, tuż za nią są Barbados, Polinezja Francuska, Gujana Francuska, Nowa Kaledonia oraz Vanuatu.

Żeby jeszcze silniej poruszyć wyobraźnię: więcej mieszkańców od Islandii ma Bydgoszcz.

Takie niesamowite – również urągające logice – historie w sporcie się zdarzają. Nawet w piłce nożnej, czyli dyscyplinie z potwornie mocną konkurencją, zasilanej gigantycznymi pieniędzmi. Zazwyczaj trwają jednak mgnienie oka. Pomagają sprzyjające losowanie, kryzys rywali, przypadek. Piłkarze przywoływanego Trynidadu i Tobago, którzy awansowali na mundial 2006, ani przedtem, ani potem nie osiągnęli niczego znaczącego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej