To statystyka efektowna, choć krzywdząca dla Sereny Williams. W trzech z ostatnich turniejów wielkoszlemowych osiągała finał i choć żadnego z nich nie wygrała, to nikt nie będzie odbierał jej szans w kolejnym. Dla niej rywalizacja z innymi tenisistkami to jedynie powierzchowny wymiar mierzenia się z historią sportu. Gdy zwycięży w upragnionym 24. turnieju wielkoszlemowym, zrówna się z Australijką Margaret Court. Temu podporządkowuje wszelkie starty w mniejszych turniejach.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej