Rzadko się zdarza, że ostatni grupowy mecz polskiej reprezentacji nie jest tylko meczem o honor. W juniorskim mundialu drużyna prowadzona przez Jacka Magierę w razie zwycięstwa mogła zająć nawet pierwsze miejsce w grupie. Tylko jak to zrobić, skoro Senegal w dwóch wcześniejszych spotkaniach nie stracił gola? Nasz selekcjoner odpowiadał, że „cwaniactwem i sposobem”. Znów jednak zmienił skład, stawiając na zawodników wyższych i silniejszych fizycznie, gdyż rywale przypominali zespół koszykarski: czterech miało po 190 cm wzrostu i więcej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej