Justyna Dobrosz-Oracz: Prezes Jarosław Kaczyński wyznał, że spotyka się prywatnie z prezes Trybunału Konstytucyjnego. Czy tak powinny wyglądać standardy w państwie demokratycznym?

Andrzej Rzepliński: Polska nie jest państwem demokratycznym, ma inne standardy. Prezes może wszystko wyznawać, jak na spowiedzi. Ale jakie to ma znaczenie? Dla mnie jest to raczej nie do wyobrażenia.

Czy pan utrzymywał jakiekolwiek towarzyskie relacje z politykami Platformy, gdy był pan prezesem Trybunału?

- Ani ja nie miałem takiej potrzeby, ani oni.

Żadnych kolacyjek, spotkań w domu?

- Nie.

Przyszło panu kiedyś do głowy, żeby się z kimś tak spotkać?

- Nawet nie jedliśmy razem w Sowa & Przyjaciele, chociaż Sowa & Przyjaciele było w odległości jakichś 100 metrów od mojego gabinetu na Uniwersytecie.

A jak pan słyszy teraz takie sugestie, które padają z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy zarzucają panu, że prezes Rzepliński to postępował jeszcze gorzej, bo był w siedzibie Platformy, a nawet sugestie, że pan ustalał jakieś wyroki. To jest kłamstwo?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej