Wszystko o Oscarach 2019 w specjalnym serwisie wyborcza.pl/oscary. Relacja z gali na wyborcza.pl w noc z niedzieli na poniedziałek. Zaczynamy o północy - zapraszamy!

Gdyby nie Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze”, nie byłoby „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego. A przynajmniej takiej „Zimnej wojny”. Reżyser do siedziby zespołu w Otrębusach, położonej na skraju lasu, niedaleko Podkowy Leśnej i Pruszkowa, przyjeżdżał wiele razy.

W takim razie my też jedziemy, żeby się dowiedzieć, ile w filmowym Zespole Pieśni i Tańca „Mazurek” prawdziwego zespołu Mazowsze.

– Paweł szukał tematu. Miał pewien mglisty pomysł na film. Chciał, by był w nim epizod z zespołem folklorystycznym z czasów socjalizmu – opowiada Jacek Boniecki, dyrektor Mazowsza, dyrygent. – Ku naszemu zdziwieniu po spotkaniu z Mazowszem oniemiał. Przyjechał jeszcze raz. I znowu. Wracał. Robił zdjęcia, oglądał koncerty, poznawał ludzi. Chłonął atmosferę. Epizod stał się nie tyle lejtmotywem, ile poniósł cały film.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej