– James Franco! Aktorstwo, nauczanie, reżyseria, pisanie, produkcja, fotografia, muzyka, montaż – czy jest coś, co potrafisz robić? – pytała w 2013 r. komiczka Natasha Leggero. Na zorganizowanym przez stację Comedy Central roaście Franco – imprezie polegającej na wymyślnym obrażaniu bohatera wieczoru – nie była to wcale najcięższa z obelg.

– James Franco naprawdę jest Jamesem Deanem naszego pokolenia: tak przystojny, że zapominasz, że zagrał tylko w dwóch dobrych filmach – szydził aktor i producent Nick Kroll.

– Spójrz tylko: ja muszę ogarniać całą gadkę, a ty siedzisz i nic nie robisz. Czuję się, jakbym prowadził z tobą Oscary – dorzucał Seth Rogen, aktor, reżyser i wieloletni przyjaciel Franco. Pił do gali z 2011 r., po której James zasłynął jako najbardziej niemrawy gospodarz w historii imprezy.

Młodzieniaszek i przystojniak

Można się zastanawiać, czy Franco potrafi reżyserować, pisać, czy robić zdjęcia, z pewnością potrafi jednak budzić emocje. I przyciągać uwagę mediów. Jego nazwisko regularnie pojawia się w branżowych portalach, poważanych dziennikach i serwisach plotkarskich, nie tylko w filmowym kontekście.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej