60-letnia amerykańska aktorka sypia z reżyserem Joelem Coenem, połową autorskiego duetu filmowców znanego jako bracia Coen, od 34 lat. Stanowią jeden z najtrwalszych związków w Hollywood, może dlatego, że od lat od Hollywood trzymają się z dala. Chyba że trzeba je obśmiać, jak w komedii „Ave, Cezar!”, którą Joel z bratem Ethanem napisali i wyreżyserowali, a Frances zagrała w niej epizod genialnej, acz odpychającej montażystki.

Frances McDormand wywraca wszelkie oczekiwania

Joelowi Coenowi zawdzięczamy też najnowszą, pociągającą i odpychającą jednocześnie, kreację McDormand w filmie „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. Gdy dostała scenariusz filmu, który reżyser Martin McDonagh pisał z jej głosem w głowie, początkowo odmówiła. Bardzo się jej podobał, ale w wieku 58 lat uważała, że jest za stara na swoją bohaterkę, że kobieta na środkowym zachodzie USA nie czekałaby z pierwszym dzieckiem do czterdziestki, ale jej mąż powiedział: „Zamknij się i zrób to”. Film McDonagha wywraca wszelkie oczekiwania i przewidywania, jakie pojawiają się w trakcie jego oglądania. Coś, co zaczyna się jak obyczajowy dramat, zmienia się w czarną komedię, ociera o farsę, wyciska łzy wzruszenia.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej