Tak jak kiedyś Zachód czekał na polskie obrazy zza żelaznej kurtyny, tak dzisiaj obserwuje sztukę z Bliskiego Wschodu i Chin. Czeka na filmy z Iranu, jak przemycona do Berlina w ciastku „Zasłona” Jafara Panahiego czy dzieła Asghara Farhadiego. Staje się schronieniem dla artystów, którzy jak Lou Ye nie mogą pracować we własnym kraju. Nie zapomina też o broniących wolności twórczej, narażonych na rządowe represje Europejczykach. Wstawia się za Ołehem Sencowem skazanym za „działalność terrorystyczną” przez rosyjski sąd. Czy za Kiriłłem Sieriebriennikowem aresztowanym w Rosji.

CZYTAJ TAKŻE: Wyrypajew pisze list w obronie aresztowanego Kiriłła Sieriebriennikowa i wzywa do oporu

Zaczęło się od kłótni

W tej atmosferze jeszcze mocniej wybrzmiewa „L'insulte” („Obraza”) Ziada Doueiriego. Reżyser pozostaje na czarnej liście władz po „Ataku”. Część zdjęć nakręcił wówczas w Tel Awiwie, łamiąc prawo zakazujące Libańczykom pracy w Izraelu. Teraz znów dotyka najbardziej bolesnych dramatów swojego społeczeństwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej