Psycholodzy porównują dobre życie do tańca: tancerz jest elastyczny, słucha muzyki i śledzi ruchy partnera; gdy tamten przechyla się w lewo, on odchyla się w prawo. I tak na zmianę. Rzeczywistość nieustannie się zmienia, trzeba podążać za jej ruchami. Taki taniec pełen pasji można uprawiać do woli. Ale raczej nie w „trumpkach”. Lepiej dla duszy i umysłu „streepować”.

CZYTAJ TAKŻE. "Czwarta władza". Póki istnieje niezależne dziennikarstwo, jest jeszcze nadzieja [RECENZJA]

Krok pierwszy. Być kobietą

„Myślałam, że nikt mnie nie lubi, bo miałam na to solidne dowody. Dzieciaki zapędzały mnie na drzewo, a potem do krwi biły patykami po nogach. No i byłam brzydka”. Aparat na zębach, okulary, przylizane loczki – to nie jest kanon urody cheerleaderki.

Nie miała wyjścia. Żeby się bronić – raz się odgryźć prześladowcom, innym razem obłaskawić – odkryła, że świetnie potrafi naśladować zachowanie innych ludzi. „To była moja pierwsza lekcja udawania. Nigdy później nie napracowałam się tak bardzo przy charakteryzacji” – wspominała lata dzieciństwa.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej