„Zapomniałam o twoim istnieniu – śpiewa Taylor Swift w utworze otwierającym nowym album. – To nie miłość czy nienawiść, po prostu obojętność”. O, to ja mam tak samo z panną Swift. Nie tęsknię, kiedy jej nie ma. Nie wyglądam kolejnych płyt. Ale jak już wychodzą, przesłuchuję z zainteresowaniem, w końcu mamy do czynienia z jedną z najbardziej popularnych amerykańskich wokalistek XXI wieku.

Sięgnąłem więc też po „Lover”, jej siódmy album, i nie bez satysfakcji donoszę, że było warto.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej