Shura „Forevher” Secretly Canadian

To nie jest pop mocarstwowy, krojony na wielotysięczne stadiony, taki, którego mistrzyniami są Madonna, Pink czy Lady Gaga. To raczej intymna ścieżka dźwiękowa do kameralnego wieczoru skąpanego w chwytliwych melodiach, w rauszu wywołanym miłosnym zauroczeniem, w słodko-gorzkim smaku tęsknoty. „Forevher” (tytuł zgrabnie splatający ze sobą słowa „dla niej”, „na zawsze” i „na zawsze ona”) to też list, wyznanie jednej dziewczyny do drugiej.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej