Jarek Szubrycht: Twój nowy album „Tenderness” w niczym nie przypomina „Believe in Me", którym zadebiutowałeś w 1993 roku. Nie ma ciężarów, nie ma gwiazd na liście gości. Jest prosto i spokojnie.

Duff McKagan: Od nagrania „Believe in Me” wiele się zmieniło w moim życiu osobistym i artystycznym. Dojrzałem jako muzyk. Zaczęło się, kiedy usłyszałem Marka Lanegana, chyba w 1994 roku. Jego pierwsze dwie płyty wywarły na mnie ogromny wpływ. Byłem zaszczycony, kiedy mogłem gościć na jego kolejnych albumach, i zawsze chciałem nagrać coś podobnego.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej