Ostatnio mój kumpel zwrócił uwagę, że ja to byłem tu i tam i ogólnie, że muszę uwielbiać podróże. Powiedziałem, że nie, że gdyby nie moja dziewczyna, pewnie zobaczyłbym tylko kilka miejsc i umarł bez wyrzutów sumienia w tym temacie. Odhaczyłbym USA, Wielką Brytanię, Brazylię, Bałkany, Ruś i ewentualnie Włochy, bo reszta krajów kompletnie mnie nie obchodzi. Może nie "kompletnie", ale ich wizerunki w mediach w zupełności mi wystarczają. Wiem, że Japonia jest "inna niż wszystko", że na przykład ludzie na koncertach rockowych siedzą, potem wstają, biją brawo i znowu siadają, ale nie czuję potrzeby uczestnictwa w takiej zabawie.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej