Slipknot spadli na scenę metalową jak grom z jasnego nieba. Ich wydany w 1999 r. debiut kojarzony był ze święcącym wówczas triumfy nu-metalem – choćby przez charakterystyczne brzmienie, gramofony oraz skandowane partie wokalne będące dalekim echem hip-hopu – ale kiedy zespół wchodził na pełne obroty, a robił to chętnie i często, brutalnością dorównywał death metalowi.

Nie da się jednak ukryć, że w karierze pomógł im dobrze wymyślony wizerunek. Dziewięciu chłopa na scenie, wszyscy we wściekle czerwonych, roboczych kombinezonach, ukryci za numerami (od 0 do 8) i upiornymi maskami.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej