W ciągu ostatnich 13 lat przegapiłem tylko jeden wyjazd do Kostrzyna nad Odrą, wtedy jeszcze na Przystanek Woodstock.

Czego tam nie widziałem. Grubo ponad 100 tys. młodych ludzi zdzierających gardła przy „Jolka, Jolka, pamiętasz” Budki Suflera. Tych samych, którzy parę chwil później z równym entuzjazmem pogowali przy heavymetalowym Accept. Widziałem 700 tys. ludzi w transowych pląsach przy The Prodigy. Ci sami ludzie pękali później ze śmiechu, gdy Paprodziad z zespołu Łąki Łan odtwarzał performance Jimiego Hendrixa, ale zamiast roztrzaskać gitarę, w drobny mak roztrzaskał kosiarkę do trawy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej