Wiadomość o nowej płycie Taco Hemingwaya przyjąłem bez ekscytacji. Jego ostatnie materiały nie były już tak wciągające jak „Trójkąt warszawski” czy „Umowa o dzieło”, które przyniosły mu popularność. Wyglądało na to, że sukces oderwał Filipa Szcześniaka od szarej rzeczywistości, zwykłych znajomych, prawdziwego życia. Można było zrozumieć rozterki młodzieńca, który dostał więcej, niż jest w stanie udźwignąć, ale znacznie trudniej było się z tym utożsamiać. Polska pokochała Taco nie za przeglądanie się w lustrze, ale za przyglądanie się innym.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej