Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Dziś, w czasach koncertowego boomu, jak w ulęgałkach można przebierać w pomysłach na spędzenie wieczoru przy muzyce na żywo, ale jeszcze dekadę temu tak różowo nie było.

Owszem, mieliśmy festiwale. Open’er nieustannie rósł, ale zapraszając w roli głównych gwiazd Pearl Jam, Massive Attack i Skunk Anansie, wciąż jeszcze nadrabiał cywilizacyjne opóźnienie tej części świata i nie wiadomo było, czy ma pomysł na nawiązanie kontaktu ze współczesnością.

Pozostało 91% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej