Polski jazz to siła. Ma swój kanon – choćby kontynuowaną od niedawna serię wydawniczą Polish Jazz. Ma wszystkich świętych, niektórych na szczęście wciąż aktywnych, i puchnącą mitologię, skrzętnie utrwalaną słowem (od „U brzegów jazzu” Tyrmanda po „Komedę. Osobiste życie jazzu” Grzebałkowskiej) i obrazem (od „Niewinnych czarodziejów” Wajdy po „Ikara. Legendę Mietka Kosza” Pieprzycy, na którego premierę poczekamy do jesieni).

Ma też piękną teraźniejszość – długo można by wymieniać znakomitych pianistów, perkusistów, saksofonistów i trębaczy, którymi zachwycają się bywalcy klubów i festiwali jazzowych, nie tylko nad Wisłą (i Odrą).

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej