- Muzyczny świat się zmienił, przewartościował. Artyści stracili gdzieś odwagę mówienia tego, co sądzą, boją się po prostu, że stracą zainteresowanie fanów, że radio czy telewizja przestaną ich promować - mówił nam kilka lat temu Keith Flint z The Prodigy. Pytaliśmy go, dlaczego powstaje dziś tak mało świadomego, podejmującego ważne sprawy popu - dlaczego brakuje takich albumów jak „The Plot Thickens” Galliano, „Music For The Jilted Generation” The Prodigy czy „Emergency on Planet Earth” Jamiroquaia.

Wszystkie te trzy brytyjskie płyty ukazały się ćwierć wieku temu. Dziś grupę Galliano pamiętają nieliczni, The Prodigy, do niedawna jeden z najlepszych koncertowych zespołów na świecie, dotknęła w tym roku tragedia, śmierć Flinta. Jamiroquai stępił nieco (na szczęście tylko nieco) ostrze krytyki i stał się jedną z najpopularniejszych gwiazd współczesnego popu.  

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej