Na Eurowizji było kilka dobrych występów, wygrał Duncan Laurence z Holandii, ale największą atrakcją finału tegorocznej Eurowizji miał być gościnny występ Madonny. Taka wizyta cioci z Ameryki, która miała przydać trochę splendoru imprezie rodzinnej ubogich krewnych. Niestety, gwiazda miała pecha, bo trafiła na najlepszą Eurowizję od lat i nie była w stanie niczym zaimponować.

Madonna na Eurowizji brzmiała sztucznie i płasko

Kiedy pojawiła się na scenie po raz pierwszy, wszystko było w jak najlepszym porządku. Najpierw ze zrozumieniem odebrała hołd od prowadzącego, który niemal się jej oświadczył. Potem skomplementowała uczestników konkursu, powiedziała kilka okrągłych zdań o jednoczącej sile muzyki, prawie zmusiła wszystkich wykonawców do skandowania linijki ze swojego tekstu: „Music makes the people come together” (muzyka łączy ludzi), do tego – oczywiście – intrygowała wyglądem, przede wszystkim piracką opaską na lewym oku. Niestety, musiała też wystąpić…

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej