Hańba! powstała w 2011 r. Zainspirował ją wówczas album „Gore – pieśni buntu i niedoli XVI-XX wieku”, debiut projektu R.U.T.A., który na punkową modłę wykrzykiwał skargi polskich chłopów pańszczyźnianych. Ale krakowski kwartet poszedł dalej, wcielając się w rolę podwórkowych muzykantów, którzy głos ludu wzmacniają bandżo, akordeonem, klarnetem, tubą i bębnem. Swoją karierę zaczął od 1931 r., od opłakiwania prezydenta Gabriela Narutowicza. Kolejne tematy same się narzucały: pogarda przemysłowców wobec robotników, zepsucie klasy politycznej, bieda, faszyzm i komunizm rosnące w siłę.

Jestem entuzjastą Hańby! od przedwojny, ale zarazem z niepokojem obserwuję, czy – i ewentualnie jak – radzą sobie z klątwą, którą sami wpisali w koncepcję zespołu. Otóż podwórkowa kapela punkowa za sanacji miała klawo, bo zwykły obywatel miał nietęgo. Można więc było protestować z przytupem, hałasować, kląć i grozić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej