Zamieszanie wokół tegorocznej edycji Jarocina zaczęło się w lutym. Gruchnęło wówczas, że w Jarocinie miałoby rozbrzmiewać disco polo. Informację podchwyciły ogólnopolskie media, ale zdementował ją burmistrz miasta Adam Pawlicki (członek Porozumienia, partii Jarosława Gowina). Burmistrz zadeklarował jednak, że festiwal czekają zmiany spowodowane słabą frekwencją na dwóch ostatnich edycjach.

Festiwal w Jarocinie to impreza legendarna. W latach 80. koncertowały tu Dezerter, Siekiera, T.Love, Voo Voo. Impreza była oazą wolności, obrosła legendą. W latach 90. festiwal podupadł, a w 1994 r. przy starciach uczestników z policją odbyła się ostatnia edycja. W 2005 r. imprezę reaktywował wiceburmistrz Robert Kaźmierczak. Festiwal otworzył się na artystów popularnych i hiphopowych.

Z bankietów na finał

Tegoroczna impreza planowana jest na 13 i 14 lipca, ale podczas gdy organizatorzy innych odbywających się latem festiwali prześcigają się w ogłaszaniu kolejnych gwiazd, o Jarocinie jest cicho. Odpowiadająca w tym roku za imprezę miejska Jarocińska Agencja Rozwoju dopiero 8 kwietnia ogłosiła przetarg na producenta festiwalu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej