Stoję przy scenie, barierka odbiera mi oddech. W tym upale glany obtarły mi pięty, pewnie już do krwi, ale lepiej nie zaglądać, bo i tak nie mam innych butów. Koszulkę zgubiłem, na skórze pot miesza się z błotem, które szybko schnie w promieniach zachodzącego lipcowego słońca. Jest super.

Nagle na scenie pojawia się Nosowska w kolorowym wdzianku i odjazdowej fryzurze. Nasza Kasia kochana, zaśpiewa coś o moim życiu! Ale nie, co tu się dzieje?! Ona wyciąga zza pazuchy sokowirówkę i zachwala jej niewątpliwe zalety.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej