Kiedy dwa dni temu Rammstein wrzucił do sieci kilkusekundową próbkę swojego nowego teledysku, pomyślałem, że uczeń mógł przerosnąć mistrza. A więc Rammstein, lubujący się w rozmachu i efektach specjalnych zespół metalowy z korzeniami w NRD, wreszcie w kategorii prowokacji prześcignął Słoweńców z Laibach, którzy z igraszek historią i polityką uczynili swój największy artystyczny atut.

Co prawda muzycy Laibach ostatnio zagrali w Korei Północnej koncerty z arcyamerykańskim repertuarem, musicalem „Dźwięki muzyki” (jest z tego film dokumentalny i płyta), z kamiennymi twarzami w środku reżimu dokonując aktu kulturowej dywersji, ale jednak Rammstein poszedł dalej. Oto widzimy członków zespołu w pasiakach, z pętlami na szyjach. Powtórzę: niemiecki zespół nakręcił klip, w którym muzycy wcielają się w więźniów hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Czyli albo mają na to naprawdę dobry pomysł, albo nie mają instynktu samozachowawczego.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej