Premierze filmu „Brud” (w oryginale „Dirt”) w serwisie Netflix nie towarzyszyła wielka kampania promocyjna, nie ekscytują się nim media. Trudno się dziwić, bo to tania produkcja o zespole, którego już nie ma i o którym pamiętają tylko najwierniejsi fani. Może gdyby nakręcono go zgodnie z planem, ponad dekadę temu, miałby większe powodzenie – ale już sam fakt, że różni producenci przerzucali sobie ten temat jak gorącego kartofla, świadczy o tym, że nie należał do realizacyjnych priorytetów Hollywoodu.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej