Losy Kata to scenariusz na film nie gorszy od robiących furorę filmów biograficznych światowych gwiazd rocka. Będzie z tego pełnometrażowy dramat, z elementami i horroru, i komedii obyczajowej. Choć ostatnio przypomina raczej telenowelę z polską historią w tle.

Kata w 1979 r. w Katowicach założyli gitarzysta Piotr Luczyk i perkusista Ireneusz Loth. Zaczęło się niewinnie, od popularnego wówczas hard rocka, ale kiedy wokalistą został Roman Kostrzewski, zespół zaczął się radykalizować. Diabolicznym tekstom towarzyszyła coraz mocniejsza muzyka – Kat był na ziemiach polskich pionierem thrash metalu, który za oceanem popularyzowały takie grupy jak Metallica czy Slayer.

Kiedy wciągnęli na scenę trumnę (nie tylko w Jarocinie, również w transmitowanym przez TVP Opolu), znaleźli się w centrum „satanic panic”, która w połowie lat 80. ogarnęła Polskę. Kostrzewski podgrzewał sytuację, przyznając się do satanizmu (okazało się, że to jednak ateizm), i pozostał w mediach dyżurnym diabłem wcielonym przez blisko dekadę, dopóki nie wygryźli go liderzy grup Vader i Behemoth.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej