Wiele krąży mitów dotyczących drogi na szczyt w rodzimej branży muzycznej, ale jeśli przyjrzeć się biografiom tych, co zadebiutowali w XXI wieku, wszyscy mają w CV talent show. Brodka, Krzysztof Zalewski, Dawid Podsiadło, Ania Dąbrowska, Ewelina Lisowska, Kamil Bednarek… długo można ciągnąć tę listę. Mało jednak dałoby się znaleźć wyjadaczy, którzy – jak Daria Zawiałow – mieliby za sobą przewagi zarówno w „Od przedszkola do Opola” i „Szansie na sukces”, jak i „Mam talent!” oraz „X Factor”. Czyżby kariera w polskiej muzyce popularnej nie była dziś możliwa bez poligonu talent show?

– Jasne, że jest możliwa! – protestuje wokalistka. – Mamy wielu świetnych artystów, którzy poradzili sobie bez takich programów, nagrywają bardzo dobre płyty, wyprzedają koncerty.

Sama tych przygód nie żałuje, nawet jeśli nie każda kończyła się happy endem. – Wszystko, co wydaje mi się bardzo złe, potem ostatecznie obraca się na dobre. Nie wierzę w przypadki. Biorąc udział w kilku z tych telewizyjnych show, byłam jeszcze dzieckiem, które chciało się sprawdzić, spróbować swoich sił. Ciężko powiedzieć, czy akurat mi to pomogło.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej