Tomasz Budzyński to człowiek, który wprowadził mistykę do polskiego punk rocka i okolic. W Armii, supergrupie 2Tm2,3, na wydawnictwach solowych czy pod szyldem Budzy i Trupia Czaszka pisał i wykonywał rzeczy znacznie bardziej uduchowione niż średnia punkowa. Czasem zamaskowane siatką metafor, innym razem proste i naiwne. Najczęściej opisujące krętą i wyboistą drogę ku królestwu nie z tego świata.

Nawet jeśli jego teksty bywały zanurzone w głębokim mroku, zawsze rozświetlał go promyk nadziei. Albo wiary. Lub miłości. Twórczość Budzyńskiego jest programowo chrześcijańska, a więc nawet w apokaliptycznych wizjach optymistyczna. Autor jest święcie przekonany, że to wszystko ma sens.

Tym razem pokazanie tego okazało się trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. W końcu nie lada wyzwaniem jest próba odnalezienia życia w krainie śmierci, sensu w świecie, który był zaprzeczeniem, unicestwieniem wszelkich sensów. Nadania formy doświadczeniu, które wykpiwa błahość formy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej