Czerwiec 2012 r., finał „X-Factora”. Marcin Spenner tak świetnie wykonuje balladę „Do kołyski” Dżemu, że Kuba Wojewódzki podsumowanie występu znajduje w tekście piosenki: „Chwila, która trwa może być najlepszą z twoich chwil – wyśpiewałeś to”.

A jednak nie, to nie jest wieczór Spennera. Program wygrywa Dawid Podsiadło. Zwycięzca zgodnie z regulaminem programu miał zapewniony kontrakt płytowy. W maju 2013 r. Podsiadło wydał debiutancki album „Comfort and Happiness”. Reszta jest historią.

Drugie miejsce w „X-Factorze” niczego co prawda nie gwarantowało, ale dla wszystkich, którzy śledzili rywalizację Dawida i Marcina, jasne było, że i ten drugi zrobi karierę. Ma talent, dobrze wygląda, jest zdeterminowany, ludzie go polubili. Reszta to tylko formalność, prawda?

Marcin Spenner śpiewa covery bankowcom

Nieprawda. Kiedy kolega z programu maszerował triumfalnie po kolejne złota i platyny, Fryderyki i rekordy, Marcin Spenner błąkał się od jednej złej decyzji do drugiej, od pecha do pecha. Zaczęło się od propozycji z tej samej firmy, która wzięła pod opiekę Podsiadłę, czyli Sony Music. Mogli kontynuować zdrową, przyjacielską rywalizację pod jednym dachem, ale Spenner zerwał rozmowy. Ponoć wystraszyło go tempo, presja ze strony niedoszłego wydawcy. Nie cieszył się z otrzymanej szansy, bo czuł się jak w pułapce, więc postanowił się oswobodzić – i wtedy zaczęły się schody.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej