Perfect Son podpisał kontrakt z Sub Pop – ta informacja, która dotarła do polskich fanów muzyki jesienią ub.r., wydawała się podwójnie ekscytująca. Po pierwsze, Sub Pop, jedna z najważniejszych niezależnych oficyn w historii muzyki popularnej, to nie w kij dmuchał. Do tego tę pierwszą historyczną umowę parafuje nie jakiś weteran nadwiślańskiej sceny, ale debiutant? To dopiero sensacja! Inspirujące zmiany.

Okazało się jednak, że Sub Pop nie postawił na nieopierzonych młokosów, nie wyciągnął nikogo z piwnicy pod Ełkiem ani z sosnowieckiego garażu.

Nazwa zespołu jest bowiem nowa, ale mamy do czynienia z doświadczonym artystą, który na swoją obecną pozycję ciężko i długo pracował. Nazywa się Tobiasz Biliński. Przed dekadą bębnił i śpiewał w trójmiejskiej grupie Kyst, która miała wszelkie predyspozycje do tego, by rządzić i dzielić w polskiej gitarowej alternatywie, ale zabrakło cierpliwości („Kwestia zbyt silnych charakterów. Teraz wszyscy trzej mamy solowe projekty, o czymś to świadczy”).

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej