Wszyscy zainteresowani wiedzą, że kilka lat temu O.S.T.R. był jedną nogą na tamtym świecie. Ratującej życie operacji rekonstrukcji płuca poświęcił cały album („Życie po śmierci”), na kolejnym („W drodze po szczęście”) zrobił sobie spis tego, co w życiu ważne, jakby wciąż był w szoku, że dostał drugą szansę.

Trudno się dziwić, takie doświadczenie może przeczołgać nawet największego twardziela, ale prawdę mówiąc, miałem nadzieję, że kolejny materiał będzie mniej autotematyczny.

Udało się, choć oczywiście każdy punkt tej „Instrukcji obsługi świrów” ma skrajnie subiektywny charakter.

"Instrukcja obsługi świrów", czyli za czym tęskni O.S.T.R.

Nie od dziś O.S.T.R. łapie za mikrofon głównie po to, by powiedzieć nam, że kiedyś było lepiej. „Kasety były jak najlepsza koka w mieście”, a „dziewczyny były piękne”.

Kiedy panował Złoty Wiek, za którym tęskni podmiot liryczny? „Rocznik 80., bez Insta, Facebooka, smartfona” – przedstawia się Ostrowski, który chwilami brzmi, jakby miał 80 lat. „Dałbym wszystko, żeby to przeżyć jeszcze raz” – deklaruje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej