1. Dymitr Szostakowicz, „Symphonies 4 & 11”, Boston Symphony Orchestra, Andris Nelsons; Deutsche Grammophon

Łotewski dyrygent Andris Nelsons od kilku lat kompletuje cykl 15 symfonii  Szostakowicza. Wszystkie nagrania powstały na żywo podczas publicznych wykonań w Bostonie. Tamtejsza orkiestra idealnie zachowuje precyzję i przejrzystość w wyśrubowanych tempach i złożonej strukturze dzieł Szostakowicza.

W tym roku Nelsons zestawił wyklętą przez stalinowców 4. Symfonię (1936) z o 21 lat późniejszą, „poprawną politycznie” 11. Symfonią dedykowaną ofiarom rewolucji 1905 r. Oba utwory są dziełami geniusza i pod batutą piekielnie utalentowanego dyrygenta brzmią siarczyście. Niekiedy rażą patosem i melodramatycznymi chwytami, ale i tak ciarki chodzą po plecach. 

Za nagrania symfonii Szostakowicza Andris Nelsons dostał już dwie nagrody Grammy – w 2016 i 2017 r. W wieku 39 lat Łotysz jest u szczytu powodzenia, uchodzi za jednego z największych współczesnych dyrygentów. Kto nie wierzy, niech posłucha, do jakiej muzycznej ekstazy potrafi doprowadzić.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej